Gar Ristorante, czyli Magda Gessler po włosku
Do tego miejsca trafiłam przypadkiem. Nie jestem Warszawianką, chociaż w Warszawie bywam często. Wytyczając sobie trasę na kolejny spacer, minęłam restaurację, na którą zwróciłam uwagę. Wyglądała jak wyjęta z Rzymu, który zresztą uwielbiam. Po chwili dopiero zauważyłam, że głos decydujący w tym miejscu ma Magda Gessler, a restauracja zwie się "Gar". Postanowiłam wrócić tu na kolację. Nie musiałam wysilać się zbyt bardzo. I tak po całodziennym spacerze po Warszawie musiałabym zjeść gdzieś kolację. Miło też się złożyło, że mój hotel był niemal za rogiem.Nie będę ukrywała, że moje serce zostało skradzione już na początku. Siedzieliśmy na zewnątrz. Pani, która przyszła zapytać o nasze zamówienie (moje i męża), zwróciła uwagę na naszego maltańczyka (trzy kilo psa) i zapytała "a tobie co podać". W niewielu miejscach spotyka się takie podejście do zwierząt. Jak się okazało, nasz piesek dostał po chwili wodę z porcelanowej miseczki. Wielki plus za wodę, porcelanowej miski nawet nie komentuję.
Z karty zamówiłam spaghetti z krewetkami, mąż pizzę. Dostaliśmy (w cenie) antipasti - oliwki, ser, grissini.
Było pysznie i kolorowo.









